piątek, 31 marca 2017

Prolog



Czuję bolesny skurcz serca, lecz staram się go ignorować, lecz kurwa mi to nie wychodzi. Widzę jak podchodzi do barierki i pochyla się nad nią opierając o zimny metal dłonie. Wbiłam się głębiej w róg kanapy biorąc, w płuca dodatkową dawkę tlenu. Mróz rozsadza mnie ode wewnątrz.
Wystawia tułów za wyznaczoną granicę i spogląda w dół. Mam wrażenie, że zaraz postawi nogi na cieńszych rurkach i wychyli się zanadto.
Tak właśnie ucieka od problemów? Tak ty byś uciekała. Przez ciało przechodzi dreszcz rozgrzewając rdzeń kręgosłupa. Ta przyjemna nieważkość, kiedy sunęłabyś z 14 piętra ku twardej ziemi, aby rozbić resztki swojej godności.
Naciągnęłam rękawy grubego, zielonego swetra po same opuszki. Światełka wiszące nade mną i odgłosy z wnętrza kawiarni dawały poczucie bezpieczeństwa, które traciłam patrząc na wysoką postać. Wycofał się. Zerknął za siebie na wypełnione stoliki. Byliśmy sami na tarasie, a dopiero teraz mnie zauważył.
Spomiędzy warg wypuściłam drżący oddech, który znalazł swoją formę w kłębiącym się, nikłym obłoku pary. W jednej chwili byłam mała. Za mała pod jego stanowczym spojrzeniem. Spojrzeniem pod którym kryło się tyle bólu. Bólu, który z chęcią bym zabrała. Zabrałabym do siebie.
Niepewnie wstałam opatulona w beżowy koc, w tym o wiele za dużym swetrze. Ujęłam kubek z gorącym kakao pomiędzy opuszki i ruszyłam w jego stronę.
-Wysoko- nie skomentował, więc wychyliłam się bardziej oceniając ile metrów dzieli nas od ziemi- ciekawe co to za uczucie.
-O czym ty mówisz...
-Nie mów, że się nie zastanawiałeś.
Zacisnął mocniej szczękę. Bez zastanowienia podałam mu kubek odwracając się tyłem do barierki. Umieściłam dłonie na chłodnym tworzywie i podskoczyłam siadając na niej. Niech mnie diabeł weźmie jeśli się nie bałam w tamtym momencie. Włożyłam dla bezpieczeństwa nogi pomiędzy pozostałe rurki, odbierając od niego gorącą czekoladę.
-Ten wiatr w włosach, na pewno słyszałbyś ostatnie bicia swojego serca. Adrenalina buzowałaby ci w żyłach, rozsadzając je bardziej niż mroźne, zimowe powietrze- zaśmiałam się cicho niczym jakiś postrzelony psychopata... co ja pieprzę?
Cisza. Przypatrywał mi się dokładnie. Odbierał mi całą pewność siebie, której i tak miałam w sobie tak mało.
-Nie myślę o samobójstwie- skwitował wyrywając mi kakao, spoglądałam z zaciekawieniem na jego ruchy. Odłożył delikatnie naczynie na szerokiej krawędzi doniczki.- Ty też nie powinnaś.
Pisnęłam kiedy wsunął silne ręce pod moje boki sprowadzając mnie na ziemię. Poprawił opadający na jedno ramię sweter i na nowo nałożył na barki beżowy koc. Nawet z jego pomocą straciłam równowagę kończąc przyklejona do jego klatki piersiowej. Napiął mięśnie. Wyczułam to dokładnie, jakby jakikolwiek większy kontakt sprawiał ból rozgrzanego spoiwa.
Zamarł.
Odskoczyłam w tył przepraszając, od razu skupił się na widoku.
Nad miastem rozciągała się jasna poświata delikatnie przechodząca w granat nieba. Pojawiły się już pierwsze gwiazdy zapierając dech, gdy mocniej zadarło się głowę do góry. Nie przeszkadzał mi chłód... nawet kiedy nie czułam już nosa i byłam święcie przekonana, że zazwyczaj blade policzki owiały się czerwienią.
-Zastanawiałaś się kiedyś jak to jest przegrać wszystko?- mruknęłam na znak, że go słucham. Nie chciałam odpowiadać teraz. Nie chciałam... Nie znałam go, a tak bardzo chciałam mu powiedzieć, że rozumiem. Wiem jak to jest. Jak jest przegrać wszystko... nie mówię tutaj o materialnych rzeczach, ale o czymś ważniejszym... ludzie, człowieczeństwo, bezpieczeństwo. - Jak to jest nie mieć siły wstać...
-Nienawidzisz samego siebie, a dni stają się takie same... wieczna monotonia. Kończysz co noc w innym łóżku, albo gapisz się przed siebie na tarasie hotelowej kawiarni. Nie masz poczucia czasu, mało śpisz, nic nie jesz...- kostki na jego zaciśniętych dłoniach pobielały- chyba coś tam wiem.
Milczeliśmy. Cisza była piękna, taka spokojna, wydawała się być oddalona od nas tysiące mil stąd. Pod nami rozciągał się Londyn. Uliczki pomimo późnej godziny nie pustoszały, gdzieniegdzie słychać było głośną muzykę, ruch samochodów... Ale dla nas liczyła się ta cisza... znana tylko nam. Tylko nam, tylko w tym momencie, tylko w tej chwili.
-Spieprzyłem kilka ważnych spraw- westchnął unosząc głowę- i nie mam pojęcia jak je naprawić, od czego mam zacząć.
Był zagubiony... i to mnie przerażało. Też taka jestem. Przy nim czuję się taka jeszcze bardziej. Bardziej podatna na każdy najdrobniejszy gest, szept, słowo.
-Zacznij od końca- szepnęłam szukając błekitu jego tęczówek.
Patrzył prosto na mnie, wyższy o kilkadziesiąt centymetrów, z rękami spoczywającymi już głęboko w kieszeniach odpiętej bluzy. Z smutkiem stwierdziłam, że moja gorąca czekolada jest już zimna. Zabrałam bez przekonania kubek i ruszyłam do środka pozostawiając nieznajomego samego z swoimi myślami. Zanim jednak przekroczyłam próg szklanych drzwi...
-Może pora przestać uciekać? Stanąć i zacząć coś robić w innym kierunku. Zacząć zdobywać powody dla których warto wstawać z łóżka? Może i jestem zwykłą nieznajomą, ale rozumiem, że każdy ma swoje problemy. Wierzę... - wdech- wierzę, że ty swoje rozwiążesz, że znajdziesz sposób, aby wszystko wróciło na swoje własne, właściwe miejsce. Jeśli nie wierzysz, że może ci się udać... Pozwól mi wierzyć, że jednak dasz radę. Daj mi powód dla którego mogę wstawać co dzień.
Cisza. Posłałam mu jeszcze słaby uśmiech zapamiętując dokładnie zielone kocie oczy. Odstawiłam niedopite kakao na ladzie dziękując kasjerce za napój i ruszyłam w stronę windy.
Nim zdążyłam się zorientować był obok. Ściskał pomiędzy palcami moje nadgarstki. Był taki słodki w smaku, miał tak samo zimny nos. Z tej odległości mogłam nawet dostrzec delikatne piegi. Przelotnie zetknął razem nasze usta, ale poczułam miękkość tych warg. Ten niepokój oddawany tym słabym dotykiem. Ten strach i ból w oczach i drżącym ciele.
-Dziękuję.
Usłyszałam za sobą dźwięk windy, poczułam jak delikatnie wpycha mnie do jej środka, po czym natychmiastowo zamyka przyciskiem drzwi. Zanim do końca się zamknęły zdążyłam jednak wyszeptać swoje imię. Nie byłam do końca pewna czy usłyszał, ale zauważyłam podnoszące się ku górze kąciki warg. Tak słodkich i miękkich.


 ~J

1 komentarz:

  1. Piękny prolog, z pewnością będę czytać to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń