poniedziałek, 29 maja 2017

3

Wdech i wydech. Powoli... jeszcze jeden obrót. Zejście niżej i delikatne uniesienie. Przedstawiaj tą historię, żyj nią, nie bój się jej emocji. Ostatnie przejście, wyskok i ponowne zetknięcie policzka z ziemią. 
To nie może być normalne. Weź się w garść, to jest tylko układ. Jeden. Kilka złożonych z sobą kroków.
-Fuck!- Starłam z złością cieknącą po wargach krew i jak najszybciej wstając podeszłam do torby, by wyciągnąć chusteczki.
-Myślałem, że już sobie z tym poradziłaś- Matt przyklęknął przede mną chwytając dużymi dłońmi moje kolana. Pokręciłam głową unikając zaciekle jego wzroku. Nawet nie słyszałam jak wszedł i jak długo tu był. - Krisy... martwię się.
Jego kciuk przesunął się po mojej dolnej wardze ścierając resztki krwi, wstałam widząc jak bierze go pomiędzy swoje zęby.
-Nie potrzebnie, jestem zmęczona wracam do domu- chwyciłam pasek plecaka ruszając w stronę wyjścia cały czas próbując zatrzymać krwotok z nosa. Choć wstanie w tym stanie było jedną z najgorszych opcji nie miałam ochoty na rozmowę z nim.- To co widzimy się przed występem w sobotę?
Miałam już poczuć chłód metalowej klamki i opuścić pomieszczenie wypełnione cicho grającą jeszcze muzyką, jednak zatrzymał mnie.
-Wiem o tobie trochę więcej- ścisnął moje ramię przesuwając palcem wskazującym po policzku. Spięłam całe ciało, krew w tętnicach przyspieszyła, a zamiast serca miałam maszynę, która posiadała kilkaset koni mechanicznych.- Nie zapominaj kto pomagał ci w tym narkotykowym piekle, przy czyim boku spędzałaś nie jedną noc - jego szorstki zarost zetknął się z gładką skórą - Kriss.
-Nie!- odwróciłam się gwałtownie wyrywając tym samym ramię- skończyłam z wszystkim co miało coś wspólnego z zeszłym rokiem.
Zaśmiał się gorzko ukazując szereg białych zębów. Tęczówki mu pociemniały, a barki uniosły bardziej ku górze. Był niczym demon nad swoją ofiarą, czuć było od niego chłód i tą jego potęgę, którą potrafił ukrywać przed wszystkimi.
-Jesteś mi coś winna Katherine- wzdrygnęłam się, już dawno nikt nie używał mojego pełnego, poprawnego imienia. Na jego wydźwięk włos zjeżył mi się na plecach i miałam wrażenie, że tamta osoba przepadła już dawno. Przepadła w chwili kiedy postanowiłam pierwszy raz spróbować. Od tamtego czasu nie słyszałam często tego dźwięku, tylko wtedy gdy był wkurzony. Zagryzłam wargę i zacisnęłam palce na chusteczce dusząc swoją bezsilność. - Ośmieszyłaś mnie na oczach chłopaków, nadal myślą, że jesteśmy razem.
-A kiedykolwiek byliśmy? - prychnęłam- nie jestem ci nic winna. Co straciłeś swój szacunek na "dzielni", bo niby "zerwałam z tobą"? Wybacz, że się nie podporządkowuje i...
-A może powinnaś ?- Jego chwyt był mocny i stanowczy.- Chyba nie chcesz, aby nowi znajomi dowiedzieli się o twoim uzależnieniu? Aby bali się do ciebie odezwać, by przypadkiem nie trafić na tych gości co wisiałaś im kupę hajsu i puszczałaś się, aby anulowali tobie dług?
-Nie puszczałam się!
Jedyna osoba z którą miałam bliższą styczność był... on. Chyba. Najchętniej wymazałabym wszystko z pamięci. Wszystko. Każdą chwilę.
Przerażające jest to ile uzależniona osoba może poświęcić dla kilku gramów białego proszku.
-Zostaw mnie w spokoju, albo to ja powiem trochę więcej niż powinnam.
Szarpnęłam ręką i wyrwałam ją spod jego dotyku. Ponownie zarzuciłam plecak na ramię i czym prędzej wypadałam z sali. Nawet po opuszczeniu budynku czułam jego dotyk. Miałam ochotę zdrapać całą skórę, pozbyć się tej powłoki.
Wpadłam zdyszana do autobusu, zaczesując włosy do tyłu. Zimna szyba zetknęła się z moim czołem przesyłając nikłe ukojenie. Oddychaj. Wdech. Wydech.
Nic nikomu nie powie. Nie powie rozumiesz. Za bardzo się boi, że go wydasz.
-Kogo ja chcę oszukać...
  Wszyscy odpowiedni przyjaciele
We wszystkich odpowiednich miejscach
Więc tak, pogrążamy się.
Oni mają wszystkie odpowiednie ruchy
Na wszystkich odpowiednich twarzach
Więc tak, pogrążamy się.  

To nie, cicha noc, smagana zimnym, paraliżującym wiatrem. To nie uporczywe ciepło, które daje kołdra. To nie wina tej niewygodnej pozycji. To uwięziony w gardle oddech. A może raczej przerażone westchnienie. Głębokie, nieregularne... szybkie jak trzepoczące serce. Tylko nieliczni wiedzą jak niepokojący może być sen. Albo ja bardzo może budzić w kimś lęk...
-Koszmar, Krisy to tylko koszmar.
Aż podskoczyłam. Siedzący obok Oliver spoglądał na mnie z niepokojem. Posłałam mu przepraszające spojrzenie mówiące, że już wszystko jest okey.
Jechaliśmy wielkim busem w miejsce naszego występu. Denerwowałam się... to pewnie dlatego, jednak zimny pot pokrywający moje ciało mówił mi, że nie do końca właśnie o to chodzi. Mój wzrok powędrował na przód pojazdu i natychmiast zetknął się z ciemnymi tęczówkami.
Matt.
Miałam się już dawno odciąć od byłych problemów, jednak świadomość tego, że wiedział trochę za wiele nie dawała mi spokoju.
-Co się stało?
-Hmm..?
Nie miałam zielonego pojęcia o co pytał mnie Oliver. Spojrzałam na miejsce, które wskazywał. Dzięki krótkiemu rękawkowi było widać idealny fioletowo-zielony siniak rozchodzący się dookoła mojego ramienia. Przeklęłam w duchu.
-Uderzyłam się... mam mały problem. Wystarczy, że się delikatnie gdzieś zadrapię czy właśnie uderzę i jest od razu takie coś- posłałam mu najbardziej przekonujące spojrzenie na jakie było mnie stać. Nie wyglądał jakby uwierzył w moje słowa- Lepiej się zbieraj zaraz wysiadamy.
I tak właśnie było. Nim się obejrzałam już przeprowadzaliśmy rozgrzewkę, ostatnia próba i już stałam w garderobie ubierając balowe szaty. Taniec był dość ciekawą kombinacją nowoczesnych kroków i walca. Spryskałam delikatnie upięte już włosy lakierem i nałożyłam na twarz czarną maskę.
-Dobra, dasz radę- ostatnie spojrzenie w lustro.
-Mogłabyś uważać jak leziesz? 
Zdezorientowana podniosłam się z podłogi. Ktoś był tak łaskawy i stanął na koniec mojej sukni. Stanowczo za często ostatnio mam bliskie kontakty z ziemią.
-Ja?! To nie ty leżysz na ziemi! Warto czasem otwierać oczy jak się idzie!
Krzyknęłam i dopiero teraz spojrzałam na mojego oprawcę. Wellinger. Ubrany w elegancki garnitur z ułożonymi za pomocą żelu włosami. Używał mocnych, męskich perfum za które pewnie nie wypłaciłabym się przez kilka lat. Po dwóch tygodniach siniec pod okiem zdecydowanie wyblakł i teraz trzeba było się naprawdę bardzo mocno przypatrzeć, aby go zauważyć. 
Prześledził moją postać wzrokiem i poszedł dalej.
-Cóż za gentlemen- prychnęłam. 
Nie miałam zielonego pojęcia, że ten "ważny zleceniodawca" będzie chciał naszego występu na balu z okazji rozpoczęcia sezonu sportów zimowych. Nawet nie miałam pojęcia, że takie coś w ogóle istnieje!
Wyjrzałam spod kurtyny. Sala była pełna różnych gości. Co chwila zauważałam innego sportowca z jakiegoś innego kraju i innej dzieciny sportowej. Kelnerzy z lampkami szampana przemykali pomiędzy stolikami i stojącymi grupkami ludzi, którzy rozmawiali między sobą. Nie zabrakło również trenerów, osób towarzyszących, kilku innych ludzi z kadr. 
Zauważyłam Andreasa wraz z innymi znajomymi z drużyny. Na ten widok wypuściłam głośno powietrze przez zęby, jednak musiałam przyznać, że prezentował się naprawdę dobrze.
Zegarek wybił 21. To był nasz czas, zostaliśmy zwołani na krótką przedmowę Matta. 
-Mam nadzieję, że każdy wie co ma robić. Wierzę, że nam się uda, pracowaliśmy bardzo ciężko przez ten czas i wiem, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Pamiętajcie o przełożeniu nogi w czasie pochylenia, a wszystko pójdzie dobrze. No dzieciaki... pokarzmy im jak się tańczy.
Każdy pokiwał głową i ruszyliśmy. W głośnikach rozległ się męski głos.
-Panie i panowie przedstawiam wam tancerzy dzisiejszego wieczoru.
No to ruszamy. Zebraliśmy się na środku sali i przy pierwszych dźwiękach muzyki ukłoniliśmy się sobie w okręgu. Zaczęło się. Obrót, przejście, zejście po plecach osoby po lewej. Trzy kroki w stylu miejskim, przejście do walca. 
Tańczyłam z Oliverem, prowadził bardzo dobrze. Czułam jego ciepło, delikatne perfumy i rozluźnione mięśnie. Przejście. Pochylenie... przełóż i wyprostuj nogę. Dobrze! Kolejny obrót. Kobiety podeszły do środka w czasie kiedy mężczyźni wykonywali swoje ruchy po zewnętrznej stronie. Wszystko szło naprawdę dobrze. Nie zwracałam uwagi na publiczność po bokach. 
Kolejne zejście i przejście. Zamiana partnerów. Tym razem trafiłam na Matta. Jego ruchy w walcu były bardziej stanowcze. Widać było, że to on kieruje. Mięśnie na barkach były twarde, a obroty dopracowane. Pochylenie... niżej, niżej, niżej. Praktycznie dotknęłam dłonią ziemi. Powrót. Ustawienie par w rząd,  dziewczyny twarzą do chłopaków. Skrzyżowanie rąk.
Cieszyłam się, że maska zasłaniała mi twarz. Nie mógł dokładnie odczytać moich emocji w momencie kiedy przyciągał mnie bliżej i wykonywał kolejne figury. 
Kolejne przejście. Jeszcze tylko chwila. Wygięcie w łuk. Przechylenie. Powrót. Przełóż ponownie nogę. Obrót. Dłoń ku górze, wykończenie.
Muzyka ucichła, jednak cisza trwała tylko kilka chwil. W jednej sekundzie nie było nic, w następnej chór oklasków i krzyków rozlał się po całym pomieszczeniu. Ukłoniliśmy się nisko i zaczęliśmy wracać za kulisy.
-Tak! To było piękne- przybiłam piątkę z Olim wymieniając następnie uściski- teraz zapraszam na coś do jedzenia, z tych nerwów nie jadłem od południa i teraz jestem mega głodny. Mógłbym pochłonąć cały domek baby Jagi.
Zaśmiałam się cicho patrząc na jego nieporadne ruchy. Zdjął maskę, przeczesał palcami włosy... był taki naturalny i uśmiechnięty, w pewnych momentach zachowywał się niczym małe dziecko co uznawałam za naszą wspólną cechę. Cieszyłam się z naszej znajomości, niewątpliwie szybko dotarliśmy do siebie. Zrozumieliśmy bez większych przeszkód.
-No co?
-Nic- uśmiechnęłam się i pociągnęłam go do sali. 
-Widzisz gdzieś bufet?
Wskazałam palcem wielki stół przy którym kręciło się kilku ludzi. Sala nadal była zapełniona choć część gości wyszła na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza. Odetchnęłam z trudem kiedy przedostaliśmy się w  wyznaczone miejsce. Poruszanie się w tej sukni balowej jest piekielnie trudne kiedy otacza cię taka chorda ludzi. 
Właśnie popijałam z lampki szampana, kiedy zauważyłam znajomą figurę i włosy. Uniosłam brew ku górze na widok Alex, po czym spojrzałam na jej splecione palce z palcami... Andreasa. Potrząsnęłam z niedowierzaniem głową w końcu przełykając z trudem resztki musującego alkoholu. 
Uśmiech dziewczyny niewątpliwie przyciągał spojrzenia wielu chłopaków, ale Wellinger całkowicie to ignorował. Zamiast tego nie krępował się z zerkaniem na obsługujące kelnerki w ołówkowych, czarnych spódniczkach. Prychnęłam. 
-Jesteś jakaś taka blada. Petterson, Nicole chyba cię szuka- założyłam ręce na piersi czując u swego boku Matta.
Oli nie był chętny, aby mnie opuścić, jednak pod naciskiem wzroku trenera dał za wygraną. Westchnął przeciągle i ruszył w stronę dziewczyny stojącej po drugiej stronie sali. 
-Dobrze tańczyłaś.
-Ty też- nie ukrywałam mojej niechęci do jego osoby. Po pamiętnym dniu nie miałam zamiaru tolerować jego zachowania. 
Podskoczyłam na palcach, kiedy złapał moją rękę i uśmiechnął się do podchodzącego w naszą stronę starszego mężczyzny.
-Jak się podobało panie Moss?
Mężczyzna skłonił delikatnie głowę. Wyłączyłam słuch podczas tej rozmowy skupiając się jedynie na swojej dłoni w palcach Matta. Co on sobie wyobraża. Podniosłam spojrzenie szukając Olivera na horyzoncie. Nie było go. Zamiast tego skrzyżowałam spojrzenia z znajomym blondynem. Jęknęłam w duchu jeszcze bardziej bezradna zauważając, że Wellinger mnie rozpoznał. Jego zdziwienie było bardzo podobne do mojego z początku imprezy. Nie zrywał kontaktu wzrokowego, jakby usiłował coś sobie przypomnieć szukając tego w najgłębszych częściach pamięci. Z trudem powróciłam do poszukiwać. Gdzieś dosłyszałam, że  mężczyzna stojący obok  jest naszym zleceniodawcą, ale szybko o tym zapomniałam słysząc kolejne zdanie.
-A co to za piękna dama? Widziałem jak pani tańczy, czysty talent.- Odwzajemniłam uroczy uśmieszek i skinęłam głową w geście podziękować.
-Proszę mi wybaczyć nie przedstawiłem, moja dziewczyna Krisy.
Zdrętwiałam. Rzuciłam mu karcące spojrzenie próbując jak najszybciej pozbyć się jego dotyku. 
-Przepraszam ,ale muszę zaczerpnąć świeżego powietrza.
Już po chwili przedzierałam się przez tłum ludzi idąc w stronę tylnego wyjścia. Jak najszybciej wypadłam na mroźne, jesienne powietrze. Oddychaj. Oddychaj. Poszedł za mną... czułam to. Zamknęłam mocniej oczy i przyśpieszyłam kroku. Niebo było już czarne, ale nie było na nim gwiazd. Schowały się, tchórze! Zwolniłam przy schodach zaraz za zakrętem. 
-Co to miało być!?
Jednak go nie zgubiłam... stał za mną, a kiedy się odwróciłam ujrzałam wściekły grymas jego twarzy. Zrobiłam mimowolny krok w tył. Znałam tą postawę... coś zrobiłam nie tak. Znowu. Buzował i poczerwieniał. Oczy ponownie zrobiłby się ciemniejsze niż zawsze. Czułam pulsujące żyły i występujące kropelki potu. Już zapomniałam jak to jest się go bać.
Zawsze kiedy przychodziłam z prośbą o pomoc był wściekły... zawsze żądał jednej i tej samej zapłaty, którą staram się zapomnieć po dziś dzień. Za każdym razem kiedy nie chciałam się zgodzić wściekał się jeszcze bardziej... zawsze kończyło się to w ten sam sposób.
-Niby co? Nie kojarzę, aby coś zaszło między nami! Nie mam zamiaru udawać twojej dziewczyny, bo tak ci się chce!
-Nie waż się na mnie krzyczeć, będę robił co mi się podoba, a ty będziesz się słuchać, mała, brudna szma...
Zacisnęłam pięści napełniając płuca tlenem. Nie będzie mi mówił co mam robić.
-Radzę ci się odpieprzyć, bo policja może być zainteresowana twoją małą działalnością, o ile mi wiadomo sprzedaż i hodowla zioła nie są zbyt legalne.
-Suka!
Poczułam rozpalający żar w policzku, momentalnie się za niego złapałam. Palił i pulsował, uniosłam spojrzenie na uniesioną rękę mężczyzny. Przyłożył jeszcze raz, ale tym razem poczułam jak zęby rozdzierając delikatnie policzek od wewnątrz, był gotów wymierzyć mi i trzeci policzek.
-Jeszcze raz to zrobisz, a oberwiesz, obiecuję.
Więc tak, pogrążamy się
Tak, pogrążamy się

*OneRepublic - All The Right Moves


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz